Szajka – opowiadanie

Szajka – opowiadanie

– Ehh… – odsunął leżący na biurku stos dokumentów i używaną chusteczką wytarł plamę gorącej wciąż kawy.

– Roggie, spokojnie. Masz na to cały dzień – powiedziała siedząca przy biurku obok kobieta o bardzo jasnych włosach i dziecięcej twarzy. – Jak teraz tego nie dokończysz, możesz to zrobić jutro.

– Mogę, ale polecą procenty i nici z remontu – mężczyzna wstał. Jego postura budziła grozę. Z drugiej strony, szerokie ramiona i wzrost grubo powyżej stu dziewięćdziesięciu centymetrów sprawiały, że przy nim można było czuć się bezpiecznie.

– Lara nie daje za wygraną? – zapytała kobieta, odgarniając demonstracyjnie włosy ze szczupłych ramion.

Roger machnął ręką, usiadł i nerwowo osuszał dokumenty. Fotel kłuł w plecy, skrzypiał, a niedomykająca się szuflada z odpadającym uchwytem co rusz przypominała mu, jak nisko upadł. Jeszcze dwa lata temu miał szansę na objęcie stanowiska Dyrektora do Spraw Godności Osobistej i zajęcie głównego biura na najwyższym piętrze, z dostępem do ogrodu na dachu i strefy relaksu. Dzisiaj, koczuje na parterze z pięcioma osobnikami, z którymi w życiu nie chciałby się zadawać.

Jeden argument, jedna wątpliwość i ze szczytu na dno tej zapyziałej nory. A wystarczyło trzymać gębę na kłódkę… – powtarzał w myślach każdego dnia, nie mogąc pogodzić się ze swoim losem.

– Wciąż za mało, hę? – zza ścianki działowej wynurzył się młody mężczyzna ze szczeniackim zarostem i przyklejonym do twarzy uśmiechem cwaniaka. – Wiesz, możesz zmienić zawód, wspiąć się wysoko i znów zlecieć na sam dół – podniósł palec wskazujący do góry i obserwując go bacznie, powoli opuszczał.

Roger spojrzał na niego z niekrytą frustracją. Opanowując gniew ubrał płaszcz, zabrał spod biurka torbę i mruknął coś na pożegnanie. Cztery popękane, betonowe schodki pokonał zwinnie i zasłaniając twarz szalikiem, skierował się w stronę przedmieścia. Drogę do domu pokonywał w siedemnaście minut, przy sprzyjającej mu sygnalizacji świetlnej. Główne ulice, hałas, krzyk niewychowanych dzieciaków i matki zapatrzone w telefon, które co chwilę trącały go w ramię. Nienawidził tego miejsca.

Na rogu Honorowej i Szczerej doszło do wypadku. Prawdopodobnie autobus przejechał pieszego, który kilkanaście sekund wcześniej z niego wysiadł. Nici z dotarcia do domu na czas.

– To piekielnie niebezpieczne miejsce! – krzyknął do niego przechodzień, licząc, na zainteresowanie nieznajomego.

– Tędy nie da raaady – wymamrotał kto inny.

Roger spojrzał na zegarek, miał jeszcze dwanaście minut na dotarcie do domu, nim Lara zdecyduje się zrobić mu awanturę. Skręcił w lewo i na kolejnych pasach, które z niezrozumiałych powodów znajdowały się dopiero czterysta metrów dalej, przeszedł ulicę. Aby zaoszczędzić dodatkowe minuty wszedł w wąską uliczkę między blokami, z których każdy wyglądał inaczej. Jeden to historia sprzed co najmniej stu lat, inny wybudowano na gruzach około dwudziestu lat temu, inna część ścian była zupełnie nowa i odgradzała podwórko jakiejś starej, zatęchłej kamienicy. Pachniało wilgocią, światła słonecznego nie było tu od lat, dlatego wszędzie rosły mchy, a ściany powoli rozsadzały grzyby.

W połowie drogi spotkał dwie młode dziewczyny. Były zaniedbane, głodne i zdezorientowane. Podejrzliwie patrzyły na wysokiego mężczyznę.

– Czego się gapisz? – zapytała jedna z nich drżącym głosem.

Patrzył na nią ze zdumieniem. Nie boi się?

– Nic, potrzebujecie czegoś?

– Nie, wszystko jest wspaniale. A ty co za jeden? Policja? – druga była znacznie odważniejsza.

– Urzędnik, mogę wam pomóc. Moim obowiązkiem jest pomagać, przecież nikt nie może pozwolić, by godność była naruszana.

– Aaa, patrz Jess, to urzędnik z tego, jak im tam…

– Biuro Obsługi Godności, dokładnie – wymuszony uśmiech pojawił się na jego twarzy.

– No dobra, chcemy jeść, mieszkanie i dobre programy w telewizji. Wystarczy Anna? – dziewczyna, która odezwała się pierwsza siedziała cicho, trochę skulona.

– Ok. Nie było tematu.

Roger odszedł szybkim krokiem, pożegnany gromkim śmiechem, usłyszał też donośne słowo: przegrany.

W domu czekała go awantura. Lara wściekła się, że obiad wystygł, a Rogera nadal nie było. Na nic tłumaczenia, że był wypadek i musiał zmienić trasę. W końcu zjedli w milczeniu, a potem, każde w swoim kącie, zajęło się czym innym. Lara przeglądała czasopismo o psychologicznych odkryciach i eksperymentach na godności, podczas gdy Roger wpatrywał się w widok za oknen. Przed dziewiątą rzucił krótkie “dobranoc” i po długim prysznicu, położył się spać. Nie wiedział, czy w nocy leżała obok. Obudził się, gdy silnik samochodu zawarczał w garażu. O to też ma pretensje – pomyślał o starym, rozpadającym się Volkswagenie.

Kolejny dzień w pracy był nerwowy. Po biurze krzątali się ludzie z piętra wyżej i każdemu zaglądali w papiery.

– Roger! Słuchaj, przeglądają wszystkie dokumenty. Ponoć jakiś problem wyżej i szukają winnych. Dwóch już było na rozmowie, mieli się tłumaczyć z powodu niskiej produktywności. Mówili ci coś?

– Nie. Lisa, widziałaś może może kogoś z najwyższego piętra?

– No coś ty, przecież oni tu nie przychodzą! – rzuciła obruszona, jakby świadoma niskiej pozycji w urzędniczej hierarchii.

Po całym dniu tłumaczenia się z małej ilości rozpatrywanych spraw, miał zwyczajnie dość. Do tych z wyższego piętra nie docierał kluczowy argument: nowych spraw brakuje. Nikt nie składa podań, ani zażaleń. O przyczynach tego stanu rzeczy wolał więcej nie mówić. Niby upadł na dno, to jednak okazało się, że jest jeszcze piwnica.

Tuż przed zakończeniem godzin pracy, do biura wszedł mężczyzna w wieku około trzydziestu lat. Elegancki, elokwentny w świetnie uszytym garniturze.

– Podsumowując: nie wiem jak, ale spraw godnościowym ma być więcej. Ludzie nadal obrażają się publicznie i powinni to zgłaszać. Podwyższam wam premię od każdej sprawy o 30 procent. Reszta należy do was.

Wszyscy wyszli z biura mocno poruszeni i zaniepokojeni

– Jak mamy to niby zrobić?

– Przecież to niemożliwe by ludzie składali więcej wniosków!

– Dajcie spokój, za parę tygodni wszystko ucichnie i będzie spokój.

Roger nie wdawał się w dyskusje i nie odpowiadając na zaczepki skierował się w stronę skrzyżowania. Mimo, że tym razem przejście było czynne, przeszedł ulicę tak, jak wczoraj. Nie mylił się, dwie dziewczyny znów tkwiły w kącie.

– Popatrz Anna, znowu pan urzędnik. Znowu tu przylazłeś? Przecież wiemy kim jesteś, ten wielki przegrany z Biura Godności Osobistej. Wszyscy o tobie mówili, nawet w naszym towarzystwie. My uwielbiamy takie upadki – dziewczyna machnęła ręką jakby próbując zobrazować rozmach jego porażki.

– Zamknij się, mam dla was propozycję. Jesteście zainteresowane czy nie? – powaga na jego twarzy sprawiła, że dziewczyny spojrzały na siebie z zaciekawieniem.

– Dawaj.

Spóźnił się do domu półtorej godziny, a gdy tylko Lara zaczęła swą tyradę kazał się jej zamknąć i szybko wszedł pod prysznic. Chciał czym prędzej pójść spać i nie patrzeć na nią przez resztę swojego życia.

 

Minęło pięć tygodni, biuro było nieco bardziej ożywione. Nowe wnioski zaczęły spływać codziennie. Codziennie ktoś domagał się uznania naruszenia jego godności i przyznania punktów rekompensaty. Roger przejmował większość z nich, co ułatwiali mu współpracownicy, którzy nie garnęli się do przedzierania przez gąszcz zdań. Przez ten czas jego pensja tygodniowa wzrosła o sto pięćdziesiąt procent, co nie uszło uwadze eleganckiego urzędnika, który odwiedził ich ponad miesiąc temu.

– Słuchaj, nie wiem jak to robisz ale jesteś najlepszy. Wiemy, że miałeś mały problem w karierze, ale wiesz, tak bywa. Jeżeli utrzymasz obecne tempo, masz moje słowo że za trzy miesiące będziesz siedział na przedostatnim piętrze – westchnął ciężko. – Nie mogę ci jednak zagwarantować, że trafisz na ostatnie. Zostaniesz na wyciągnięcie ręki po stanowisko dyrektora, ale nigdy go nie dostaniesz.

– Wiesz, że przepisy jednoznacznie wskazują, że takie manipulacje są zabronione? Właściwie, jeżeli przekroczę tę sumę punktów – wskazał palcem na fragment kartki leżącej przed nim – nie będziesz miał wyjścia, będziesz musiał ustąpić.

Grymas satysfakcji pojawił się na twarzy Rogera. Im więcej myślał o swojej sytuacji, tym bardziej cieszył się na myśl o zmianie zatęchłego parteru na najwyższe piętro. Elegancki mężczyzna siedział spokojnie z łokciami opartymi o biurko i palcami złożonymi tuż przy czole. Trudno było odgadnąć co myśli, pokerowa twarz nie zdradzała żadnych emocji.

– Rozmowa skończona – oznajmił i gestem wyprosił gościa z gabinetu.

Wygrałem – pomyślał Roger. Pełen podziwu wrócił do swojego biurka i nie zważając na dopytywania współpracowników, wertował kartkę po kartce. Wprowadzał dane do systemu, nanosił korekty, przyznawał punkty, a gdy skończył, ruszył do domu zaglądając do znanego zaułka. Nie było nikogo. Przyspieszył kroku i w domu był 5 minut po czasie. Lara siedziała na fotelu i powitała go delikatnym uśmiechem. Na stoliku obok stała pusta szklanka i opakowanie pełne hydroksyzyny.

Dobrze, że nie wzięła wszystkich – pomyślał, uśmiechnął się nieszczerze i po krótkim prysznicu położył się spać. Tak jest lepiej.

 

Przez kolejne trzy miesiące uzbierał wystarczająco punktów, aby być o krok od awansu na najwyższe piętro. Choć proponowano mu awans stopniowy, jak zwykle przy tego typu sprawach, to ze względu na historię jego kariery, etapy przeskakiwania na kolejne piętra uznano za zbędne. Bez oporów zgodził się pozostać na parterze do czasu przekroczenia ilości punktów potrzebnej do awansu. Zawistne spojrzenia świadomych jego sukcesu współpracowników stanowiły dodatkową nagrodę.

W pewien środowy poranek, Roger zatrzymał się w pobliskiej kawiarni. Kupił kilka kanapek i kawę, którą ze względu na chłodną aurę na zewnątrz, postanowił wypić na miejscu. W rogu niewielkiego pomieszczenia stał mały telewizor. Mimo że nie było dźwięku, obrazy jasno wskazywały, że w mieście dzieje się coś niedobrego. Kamera rejestrowała bójki na ulicach, niszczenie sklepów w centrum i próbę wdarcia się do głównych siedzib urzędniczych.

– Dobrze, że jesteśmy daleko od tego motłochu – powiedział starszy mężczyzna zza lady nie odrywając przy tym wzroku od skrupulatnie wycieranej szklanki.

Ten dzień był bardziej nerwowy. W biurze opowiadano o znajomych, rodzinie i innych osobach, które ucierpiały wskutek zamieszek. Wszyscy cieszyli się, że są “daleko od tego motłochu”.

Powrót do domu miał się wydłużyć. Roger zatrzymał się w zaułku, a nie widząc nikogo, zapukał w stare drzwi, które ledwo utrzymywały zardzewiałe zawiasy. Czekał dziesięć minut, chłód dawał się we znaki, a zapach wilgoci przyprawiał o mdłości.

– Cześć, chodź – odważniejsza z dziewczyn uśmiechnęła się i wpuściła gościa do środka.

Surowy korytarz ze ścianami odrapanymi z tynku, licznymi niechlujnie wykonanymi sprayem napisami, prowadził do pokoju w zupełnie innym stylu. Kwadratowe pomieszczenie było ciepłe, czyste, a stojące w nim trzy komputery nie miały więcej niż rok. Dziewczyny siedziały przy biurkach obok siebie, trzecie było przeznaczone dla młodego mężczyzny. Słuchawki na uszach i głośna muzyka sprawiły, że przez kilka minut nie zauważył obecności gościa.

– Czy wy nie przesadzacie? – powiedział donośnie Roger, a młody mężczyzna odwrócił się lekko wystraszony.

– Matko, Roger, nie strasz ludzi – powiedział, a znajomy uśmiech cwaniaka zagościł na jego twarzy. – Miałem do ciebie dzwonić, bo ten grat nam nie wyrabia – kopnął lekko czarną skrzynkę leżącą pod jego biurkiem.

– Słuchajcie, chyba trochę tego za dużo. Zwolnijcie tempo. Idźcie do domów, a ja pomyślę co dalej.

– Stary, przecież jak dobrze pójdzie za niecały miesiąc będziesz na górze i będzie koniec akcji.

– Widzieliście co dzieje się w mieście, nie możemy ryzykować. Zwalniamy tempo, mniej spraw, mniej zgłoszeń. Mój awans opóźni się najwyżej o dwa, trzy miesiące.

– Ok, ty tu rządzisz. A co ze stawką? Te dwie tutaj może i zadowolą się byle czym, ale ja nie po to zrezygnowałem z pracy w BOG-u – wskazał na dziewczyny z lekkim lekceważeniem.

– Zmniejszy się proporcjonalnie do ilości spraw. Jak już będę na najwyższym piętrze, wy także dostaniecie dobre posady, gwarantuję wam.

– Yhm – odpowiedziała odważniejsza z dziewczyn.

Wiedział, że go nie posłuchają.

Spędził wieczór zastanawiając się co dalej. Lara spała jak przyszedł, nafaszerowana jakimiś lekami, których nazwę celowo zdrapała z fiolki. Tak jest lepiej – pomyślał patrząc na jej wiotkie, zniszczone ciało.

Włączył na chwilę telewizor i oglądał wiadomości, których głównym tematem były zamieszki. Reporterka komentowała wydarzenia z wyraźnym zaniepokojeniem i szczerym przejęciem.

– Już sto trzydzieści osób zginęło, a ponad dwa tysiące leży ciężko rannych w szpitalach. Zamieszki zaczęły się od niewielkiej grupy prowokatorów, którzy, jak się okazało, od kilku miesięcy zakłócali spokój na osiedlach w całym mieście. Ofiarami ich ataków padały głównie osoby starsze i bezrobotne, które z powodu zastraszenia, decydowały się na składanie wniosków i zażaleń na swoją sytuację. Łączna liczba przyznanych punktów za utratę godności przekracza dwieście tysięcy, jednak to nie koniec. Urzędy BOG-u nadal borykają się z trudnościami w oszacowaniu liczby poszkodowanych.

Roger wybiegł na ulicę i skierował się do odwiedzonego niewiele wcześniej miejsca.

– Koniec, koniec akcji! – zarządził.

– Przecież brakuje ci punktów. Jak to skończymy to nigdy nie wskoczysz na najwyższe piętro – mężczyzna był wyraźnie wściekły i nie zamierzał się poddać.

– Guzik mnie obchodzi najwyższe piętro. Rozpracowali waszą szajkę, byle dziennikarzyny z kanału telewizji honorowej rozpracowali was. Już niewiele ich dzieli od was, więc zamykamy interes. Zwijajcie sprzęt, posprzątajcie te papiery i zapomnijcie, że kiedykolwiek pracowaliśmy razem.

Patrzyli na siebie w osłupieniu, odważniejsza dziewczyna bujała się lekko na fotelu, druga wpatrywała się w martwy ekran. Młody mężczyzna pocierał oczy, próbując pozbierać myśli. Wstał gwałtownie.

– Nie, to jeszcze nie koniec. Miałeś nam załatwić posady, więc nie ma mowy o jakimkolwiek zakończeniu, dopóki nie dotrzymasz umowy. Mamy zdecydowanie mniej do stracenia, niż ty, dlatego działamy dalej. Tak czy inaczej doprowadzimy sprawę do końca. Mamy nowych prowokatorów, którzy są gotowi do pracy nawet za zwykłe buty, dlatego zastanów się co dalej. My robimy swoje.

Wszyscy usiedli. Ciężkie westchnięcie Rogera rozeszło się głucho po pokoju. Dziewczyny zajęły się werbowaniem nowych ludzi, przygotowywaniem wypłat i zlecaniem zadań. Mężczyzna pilnował, by żaden urząd nie był w stanie zlokalizować ich komputerów.

Przez kolejne dwa miesiące policja bezskutecznie usiłowała zlokalizować zleceniodawców, stojących za zamieszaniem w mieście. Nie mając środków, skupiali się jedynie na działaniach doraźnych: aresztowaniach, pouczeniach, od czasu do czasu zdarzało im się kogoś zastrzelić. Roger rozgościł się na najwyższym piętrze i dotrzymał umowy. Lara przedawkowała środki uspokajające, które zażywała w obawie, że zamieszki dotrą pod jej dom. Dwóch współpracowników z czasów parteru zginęło od przypadkowych postrzałów, miasto powoli się wyludniało. Ofiar było coraz więcej, jak i wniosków. Punkty inkasowane za naruszenie godności stały się tak powszechne, że początkowa opłacalność zniszczona została przez ich nadmiar. Dym, ogień i strzały.

Roger siedział na skórzanym fotelu obróconym w stronę wielkiego okna. Tak jest lepiej – pomyślał.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *