Bule – opowiadanie

Bule – opowiadanie

Był bezsilny. Usiadł w kącie gabinetu i drapiąc się po głowie powiedział do stojącej obok pielęgniarki.

– To nie ma sensu… im więcej czasu na tym spędzamy, tym mniejszą mam nadzieję. Michalski wiedział w co nas pakuje, pewnie wolał wybrać nasz ośrodek w nadziei, że padnie, bo i tak chcieli nas zamknąć.
– Czemu mieliby nas zamknąć? – zapytała zaciekawiona mrużąc duże, błękitne oczy.
– Pieniądz, kochana, pieniądz. Dobra, dawaj następnego, może dowiemy się czegoś więcej.

Uchyliła drzwi gabinetu przy okazji trącając biodrem stojącego obok kościotrupa, na którym wisiał biały kitel. Słychać było tupot butów, kaszel, krótkie zawodzenia i dyskusje toczące się na korytarzu. Jej krótkie “Proszę” ujawniało lekką wadę wymowy, nieznaczną, ale dla niej samej stanowiącą poważny kompleks. Zarumieniła się i wpuszczając pacjenta do środka delikatnie zamknęła drzwi.

– Dzień dobry – powiedział mężczyzna ochrypłym głosem do wpatrującego się w niego lekarza. Miał ponad pięćdziesiąt lat, zniszczoną twarz, popękaną skórę dłoni, a jego zapach sugerował, że woda nie była jego ulubionym żywiołem.
– Panie…
– Bolczyk, proszę mi mówić Bolczyk – wtrącił uśmiechając się dumnie i ujawniając spore braki w uzębieniu.
– Co panu dolega?
– Bule, od trzech tygodni to samo. Dzień w dzień, a w nocy to już całkiem… ehh. Wie pan, ja już nie wiem co robić, one nie dają mi żyć normalnie. Żona wkurzona, pies szczeka dzień w dzień, córka się wyprowadziła. Żal opowiadać – machnął ręką.
– Pies szczeka? – zapytał z szeroko otwartymi oczami, próbując ukryć rozbawienie połączone z zażenowaniem.
– Tak, jest nienormalny. Słowo daję, uśpię tego kundla. Wkurza mnie już wszystko, nawet on. Nic nie poradzę.

Rozmowa trwała jeszcze kilka minut, podczas których lekarz wielokrotnie westchnął z bezradności. Udało się ustalić, że pacjent jest nałogowym palaczem, często pije, ale małe ilości i lubi wykłócać się z sąsiadem.

– Widzisz? Mówiłem. Każdy przypadek jest inny. Ten to już całkiem. Zwykły człowiek z bloków na wschodzie miasta. Biedny jak mysz kościelna ale na fajkę zawsze znajdzie parę groszy. Tamten poprzedni przynajmniej mył się codziennie. Co? A tak tak, przepisałem mu Faterivum dwa razy dziennie i witaminę D. Jak to dlaczego? Witamina D jest na wszystko, w to przynajmniej wierzą.

Godziny upływały na kolejnych pacjentach. Po południu do gabinetu wszedł Michalski. Pielęgniarka wyszła chwilę wcześniej, dlatego mogli rozmawiać swobodnie.

– Słuchaj, Kostka, możesz się na mnie obruszać, ale to nie ja zleciłem ci ten problem. To Szewczyk, on w ciebie wierzy. Nie wiem dlaczego ale wierzy. Jak rozwiążesz zagadkę awans masz w kieszeni.
– A jeśli tego nie da się rozwiązać? Słuchaj Michalski, to nie jest prosta diagnoza. Przyglądam się im od wielu miesięcy, żadne badania nie wykazały źródła bulów. Bule to coś, co musi mieć przyczynę poza naszą wiedzą medyczną.
– Sugerujesz, że powinniśmy wezwać wróżbitów albo innych magów? O, a może filozofów? Wiesz, że oni nawet jak się mylą, to niczego nie wyrzucają tylko przerabiają odrobinkę? Nie potrzebują nawet koszy na śmieci – zaśmiał się pod nosem.

Drapał się chwilę po głowie, ściągnął biały kitel i na wyjściu rzucił zrezygnowany.

– Dobra, ile mamy czasu?

 

Mieli sześć tygodni na znalezienie źródła problemu. Pacjenci przychodzili każdego dnia i każdy z nich był inny. Żadnych cech wspólnych. Zdrowi i chorzy, młodzi i starzy, załamani i zadowoleni, ofiary losu i zwycięzcy.

Pierwszy tydzień upłynął na sporządzaniu skrupulatnych raportów, pobieraniu wymazów i próbek. Zgodnie z oczekiwaniem doktora Kostki, nie dało to zupełnie nic. Każdy pacjent, u którego stwierdzono bule, różnił się od innych właściwie wszystkim. Dlatego szybko zrezygnowano z prowadzenia aż tak szczegółowych kart choroby.

– Zastanawiam się, dlaczego tak łatwo to zdiagnozować, ale tak trudno znaleźć przyczynę – powiedział młody lekarz siedzący przy wyjściu z sali konferencyjnej. Wpatrywał się w rysę na szklanym blacie dużego stołu.
– Ja uważam, że to problem mózgu. Tam jest jakiś defekt, niewielki ale zawsze – starszy mężczyzna mówił pewnie, jakby prawidłowa diagnoza została przez niego postawiona już dawno temu.
– Nie, nie masz racji. To coś z sercem – lekarka o wrogim wyrazie twarzy spojrzała na staruszka z pogardą.
– A może błędnik?
– Raczej rdzeń kręgowy, nerwy są naderwane i…
– Słuchajcie, przecież widzieliście wyniki – doktor Kostka krzątał się nerwowo po sali – Alicja, pokaż mi te prześwietlenia. O tu, widzisz? Nie? Bo tu nic nie ma! A ty, tomografia zrobiona i nic. To coś innego. Minęły trzy tygodnie, a my nadal nie wiemy nic.
– Może tego nie da się znaleźć? – zasugerował niepewnie młody lekarz, nadal wpatrując się w rysę i wodząc po niej chudym palcem.
– To jest problem medyczny, chłopcze, można go zlokalizować. Szukając w mózgu – starszy mężczyzna pokręcił z dezaprobatą głową.

Doktor Kostka oparł się o blat stołu i z niedowierzaniem spuścił głowę. Godzinę później wszyscy zaczęli opuszczać salę, większość żywo dyskutowała próbując przekonać innych o swojej racji.

– Ty czekaj, jak się nazywasz? – zapytał młodego lekarza.
– Gromek, imienia nie lubię, więc wolę by zwracano się po nazwisku.
– Usiądź, powiedz mi, a ty co o tym wszystkim myślisz?

Młody lekarz niepewnie rozejrzał się po sali, jakby bojąc się ukrytego w pytaniu podstępu.

– To nie jest mózg, serce, wątroba czy cokolwiek innego. Nawet stres nie jest tu czynnikiem decydującym. Bule to nie jest problem medyczny…
– A jaki? Psychiczny? To nonsens! – doktor Kosta oburzył się ponownie. Robił to już z przyzwyczajenia.
– Nie, to nie jest problem. One zwyczajnie nie istnieją.

Po głowie doktora krzątały się różne myśli. Druzgocącą była ta, którą wypowiedział młody, nieśmiały lekarz o blond włosach i twarzy wystraszonego dziecka. Wielkie oczy, zmarszczone brwi i nawyk przygryzania warg sprawiały wrażenie, że ma się do czynienia ze studentem pierwszego roku, a nie lekarzem z ponad pięcioletnią praktyką.

– Skąd taki pomysł? – zapytał chłodno doktor Kostka, próbując nie zdradzać swojej irytacji.
– Bule pojawiły się około osiemnastu miesięcy temu, prawda?
– Zgadza się, tak było.
– A pamięta pan, co wydarzyło się niecałe dwadzieścia miesięcy temu?

Doktor Kostka drapał się po głowie, ale za nic w świecie nie potrafił przypomnieć sobie wydarzeń sprzed niespełna dwóch lat.

– Pan nie pamięta, inni też nie pamiętają, ale ja pamiętam, bo mnie to dotknęło. Dwadzieścia miesięcy temu rząd rozbił największą siatkę przemytników Faterivum i jego pochodnych. Duża nielegalna fabryka została zlikwidowana, a za granicą tego nie produkują. Tylko u nas się sprzedaje.
– Uważasz, że ci ludzie, którzy tu przychodzą to zwykli narkomani? – otworzył szeroko oczy, a jego twarz nabrała wyrazu zrozumienia, jakby nagle pojął całą istotę rzeczy.
– Nie wszyscy, pewnie część, ale oni tym handlują.
– Dobra, ale mówiłeś, że fabrykę zamknięto dwadzieścia miesięcy temu, ale bule zaczęły pojawiać się później.
– Zapasy wystarczyły na dwa miesiące, dla niektórych na dłużej. A teraz? Nie da się przepisać więcej niż jednego opakowania na pół roku, takie są przepisy. Oni tego nie używają, tylko od razu na sprzedaż. A wie pan, kto stoi za promowaniem bulu, jako rzeczywistej choroby?
– Lekarze wielu specjalizacji…
– Tak, bo to do nich trafiają ci, którzy Faterivum traktują jak pigułkę nasenną. W nadmiarz uszkadza mózg, serce, układ krwionośny i inne narządy. Dlatego wszyscy, którzy tutaj byli tak bardzo upierali się, że źródła buli znajdują się w wybranych narządach. Bo tak poniekąd jest, ale przyczyną tych uszkodzeń jest co innego.

Siedzieli w sali do późnych godzin nocnych. Rozmawiali, notowali i szkicowali plan działania. Miał być drastyczny, ale skuteczny. Bule nie istnieją, ale jak wyleczyć coś, czego nie ma? Próbowali znaleźć dobre rozwiązanie problemu, którego z medycznego punktu widzenia nie ma.

 

Po sześciu tygodniach doktor Kostka wraz z młodym doktorem Gromkiem udali się do Ministerstwa Zdrowia przedstawić plan działania.

– Czy wiecie, że to, o co prosicie jest, hmmm… problematyczne? – minister drapał się po brodzie przeskakując wzrokiem między dwiema twarzami.
– Innego wyjścia nie ma. Chcieliście rozwiązania, to go macie – był zdecydowany, a jego towarzysz siedział pewnie. Po przestraszonym chłopcu nie było ani śladu.
– To od kiedy mamy zacząć? Już? Ok.

Gdy wychodzili z przestronnego gabinetu minister trzymał już słuchawkę telefonu przy uchu.

 

Trzy miesiące później lekarze wrócili do Ministerstwa. Cała trójka siedziała cicho przez kilka minut. Ciszę przerwała sekretarka, która na srebrnej tacy przyniosła kawę. Była młoda ale wyglądała na bardzo zmęczoną. Bez pożegnania wyszła z gabinetu cicho zamykając drzwi.

– Dobrze, podsumujmy. Panowie? – minister zachęcił do częstowania się kawą – Zrobiliśmy to, co zaproponowaliście. Fabryka Faterivum jest teraz pod naszą kontrolą, produkujemy więcej, niż było produkowane wcześniej…
– Nie o to nam chodziło – spojrzeli na siebie z zaniepokojeniem.
– Ach tak, wiem. No tak, lekarze już nie przepisują Faterivum, więc nie ma problemu – machnął ręką i z zadowoleniem wziął łyk kawy. Skrzywił się lekko i wrzucił do filiżanki trzy kostki cukru.
– Ale fabryka działa. Gdzie tu sens? – zapytał doktor Gromek, a na jego twarz wracał chłopięcy strach.
– Słuchajcie, cieszymy się, że udało wam się rozwiązać zagadkę, ale już nie jesteście potrzebni. Oczywiście obiecane awanse zostaną wam wystawione jeszcze dzisiaj. Spróbujcie zapomnieć o całej sprawie i nie wracajcie do niej więcej. Na wszelki wypadek, żeby uniknąć niepotrzebnych pytań, przenosimy was do innego ośrodka. Będziecie mieli spokój i nowoczesne laboratoria do dyspozycji.

Popatrzyli na siebie z niedowierzaniem, podczas gdy minister szyderczo wystawił pożółkłe zęby. W tle, za dużym oknem rozpościerał się widok miasta. Zwyczajnego, spokojnego. Pojazdy powoli sunęły ulicami tworząc ruchomą mozaikę kształtów i kolorów. Strzeliste wieżowce co jakiś czas przecinały błękitne niebo. Miasto było zwyczajne.

– Teraz zamiast lekarzy, Faterivum będą wydawać sprzedawcy. Na jakiej podstawie?
– Na bule – odparł szyderczo minister.
– Przecież bule nie istnieją – odparł Kostka.
– Istnieją, co więcej, teraz są nasze – minister zarechotał.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *